Alpamayo i Huascaran 2014

25 lipca 2014

„Minęło trochę czasu od ostatniej wiadomości od nas. Po poprawie stanu zdrowia zaatakowaliśmy ponownie tą nieprzewidywalną górę. Tym razem pojechaliśmy konno, aby zyskać na czasie. Okazało się to nie lada wyzwaniem. Miejscami ścieżka nie przekraczała metra szerokości i wznosiła się stromo w górę. Po blokach i płytach skalnych, balansując nad przepaścią, przejechaliśmy w ten sposób około 25 km, pokonując 1400 m wysokości. Jechaliśmy ponad 8 godz. Łatwo się domyślić jakie było nasze samopoczucie po dotarciu do bazy… Mając dobrą aklimatyzację, pomimo fatalnej pogody, szybko zdobywaliśmy wysokość. Ciągle padał śnieg. Zaczęło robić się bardzo lawiniasto. Mijały kolejne dni, a sytuacja nie poprawiała się. W końcu, pomimo spadających lawin, wyszliśmy ok. godz.23.30 z zamiarem zaatakowania ściany. Niestety, niespełna 200 m nad biwakiem, oceniliśmy sytuację jako skrajnie niebezpieczną. Spadające pyłówki coraz większych rozmiarów przyśpieszyły decyzję o kolejnym wycofaniu. Góra jakoś bardzo nie chciała nam się poddać. Ściana jest w naszych możliwościach i umiejętnościach wspinaczkowych. Jednak obiektywne zagrożenia w tym roku, jakie wystąpiły na Alpamayo uczyniły ja dla nas niemożliwą do zdobycia. Czujemy niedosyt i …smutek. Jednocześnie jesteśmy zmęczeni fizycznie i psychicznie, a i kontuzje nie całkiem są wyleczone. Jedziemy nad ocean aby się jakoś pozbierać. Pozdrawiam Robert z ekipą.”

16 lipca 2014

Zdjęcia ze wspinaczki na Alpamayo

12 lipca 2014

„Weszliśmy w ścianę w nocy 11.07. Po dwóch wyciągach Heniu dostał torsji najprawdopodobniej z powodu niewystarczającej aklimatyzacji i w związku z tym wraz że Sławkiem wycofali się. My kontynuowaliśmy wspinaczkę w średnich warunkach lodowych. Byliśmy na stanowisku po 5 wyciągu, gdy nastąpił obryw seraka, jednego z charakterystycznych grzybów lodowych. Większość dużych brył lodowych przeleciała ponad nami. Jednak to co w nas trafiło omal nie spowodowało katastrofy. Straciliśmy plecak wpięty w stanowisko z częścią sprzętu. Ja oberwałem w głowę na tyle mocno, że pękł mi kask. Dostałem też w bark i rękę. Elę trafiło tylko w udo. Podjęliśmy decyzję o wycofaniu. Po 4 długich zjazdach umknęliśmy ze ściany. Cieszymy się, że przeżyliśmy. Jednak niedosyt pozostał, zwłaszcza, że ta droga ma 8 wyciągów, a my mieliśmy rozpocząć 6.
Tymczasem liżemy rany, ja mam ból kręgów szyjnych i oboje jesteśmy obolali. Musimy też uzupełnić sprzęt. Za kilka dni uderzymy ponownie. Zwłaszcza dla Eli jest to ważne. Włożyła w przygotowania wiele trudu i prawdopodobnie droga francuska nie ma jeszcze polskiego kobiecego przejścia.” – przesyła informacje Robert.

10 lipca 2014

„Idziemy do góry. Wspinamy się w stylu alpejskim. Biwak na 5900 m n.p.m. Jutro mamy zamiar wejść i założyć biwak na około 5600 m n.p.m. Pogoda dobra, humory w ekipie doskonałe, Pozdrawiam Robert.”

8 lipca 2014

„Ruszamy z karawaną złożoną z osłów i poganiaczy z Huaraz do bazy pod Alpamayo. Będziemy szli około 4 dni. Wszyscy zdrowi. Aklimatyzacja przebiegła prawidłowo. Wczoraj w szybkim tempie weszliśmy na 4500 m do Laguna Churup.” – informuje Robert.

6 lipca 2014

„Po 30 godz, nerwowych poszukiwań udało się odzyskać bagaż i mogliśmy ruszyć w dalszą drogę. Aktualnie jesteśmy w Huaraz. To malownicze miasto, położone na ok. 3000 m.n.p.m, u podnóża Andów Peruwiańskich czyli Cordiliera Blanca. To świetne miejsce na przeprowadzenie aklimatyzacji. Chodzimy po okolicznych wzgórzach położonych na ok. 4000 m.n.p.m. W mieście jest wi-fi więc bez problemów mogę pisać maile. Warto wspomnieć, że kuchnia peruwiańska zaskoczyła nas swoją odmiennością w stosunku do znanych nam smaków z różnych części świata. Np. ceviche czyli surowa ryba skompana w limonkowym sosie. Może też być w wariancie z surowymi owocami morza oraz czerwoną cebulą i sporą ilością kolendry. Dzisiaj np. zjedliśmy świnkę morską w pikantnym, pełnym nieznanych nam ziołowych nut, sosie. Do tego wyśmienite i nieznane u nas miejscowe wina…aż w góry nie chce się iść!”

5 lipca 2014

Wyjeżdżamy do Huaraz po niezłej nerwówce. Zaginęła część bagażu wyprawowego i to ta z najważniejszym sprzętem wspinaczkowym. Ostatecznie po 30 godz. dotarł do Limy i udało się go odebrać.Ogólnie Lima jest specyficzna. Pogoda dziwna. Ocean z fokami, jedzenie wyśmienite. Polecamy ryby i owoce morza, szczególnie danie o nazwie ceviche. Bardzo interesująco wygląda mix peruwiańsko-chiński. Mieszka tutaj milion Chińczyków. Sałatki, owoce, ziemniaki, ryż, świeże soki…ceny niższe od naszych o około 30%.” – pisze Robert

4 lipca 2014

„Wyprawa na Alpamayo i Huascaran rozpoczęta. Jesteśmy w Limie. Niestety zaczęło się źle. zaginął bagaż ze sprzętem. Szukamy, wyjaśniamy…już od kilkunastu godzin. Póki co bez sukcesu…” – pierwsza informacja z wyprawy.

3 lipca 2014

Polish Expedition CORDILLERA BLANCA 2014.
Skład: Ela Cholewa, Robert Cholewa, Sławomir Mrożek, Henryk Szczęsny
Cel: Huascaran – 6768 m n.pm. oraz Alpamayo – 5974 m n.p.m
Alpamayo i Huascaran – dwa szczyty w Andach Peruwiańskich są celem wyprawy, która ruszyła z Warszawy w dniu 3 lipca.
Alpamayo to szczyt w Andach w Kordylierze Białej o wysokości 5947 m n.p.m., słynący ze swej pięknej, dwustumetrowej wysokości ściany. Na wystawie fotograficznej w Monachium w 1966 roku nazwany „Najpiękniejszą górą świata”.


Huascarán lub Nevado Huascarán to szczyt w Andach Peruwiańskich. Najwyższy, południowy szczyt masywu (Huascarán Sur) to najwyższy szczyt całego Peru oraz najwyższy szczyt w pasie międzyzwrotnikowym na Ziemi. Nazwę zawdzięcza Huáscarowi, XVI-wiecznemu wodzowi Inków, który nosił tytuł Sapa Inca.

Cel wyprawy: Alpamayo i Huascaran – szczyty w Andach Peruwiańskich

Dhaulagiri 2013

2 czerwca 2013

Podsumowanie wyprawy
Dhaulagiri w tym roku okazało się nie do zdobycia. To była ciężka wyprawa. Trwała długo, nikt nie zdobył szczytu, kilka osób zginęło. W ataku szczytowym wraz z nami brało udział kilka wypraw m.in.: z Hiszpanii, z Japonii, z Niemiec i z Indii. Niestety nie obyło się bez dramatycznych momentów. Podczas ataku szczytowego Japonka Chizuko Kono zginęła, a towarzyszący jej Dawa Sherpa spadł i zaginął. Podczas ataku szczytowego Hiszpan Juanjo Garra złamał nogę na wysokości 7700 m n.p.m. Robert i Piotr zgłosili gotowość do wzięcia udziału w akcji ratunkowej. Niestety warunki pogodowe były fatalne. Przez 1,5 doby trwała walka o przylot śmigłowca. Akcję ratunkową prowadził Simone Moro. Trzech sherpów zostało wysadzonych ze śmigłowca na wysokości 6200 m. Niestety akcja ratunkowa nie przyniosła pozytywnych rezultatów i Hiszpan zmarł. Towarzyszący mu Gurung Sherpa doznał bardzo ciężkich odmrożeń. Jeden z liderów hinduskiej wyprawy utknął na wysokości 7200 m. i podczas akcji ratunkowej został zdjęty przez helikopter. Po raz kolejny góra okazała się silniejsza od człowieka.

24 maja 2013

Wyprawę PZA na Dhaualgiri można uznać za zakończoną. 23 maja skończyła się akcja górska – wszyscy zeszli do bazy i rozpoczęli jej likwidację. Podczas wyprawy osiągnięto wysokość 8100 m, była na niej Agnieszka Bielecka. 4 osoby wspinały się powyżej 7500 m. W trakcie 43 dni trwania akcji górskiej założono 3 obozy pośrednie na 5800 m, 6500 m i 7250 m.

23 maja 2013

Nieudany atak szczytowy zakończony. Agnieszka Bielecka z Pawłem Michalskim i Siomone La Terra zeszli bezpiecznie do obozu 3 na wys. 7400 m.

Na jutro planowane jest zejście do bazy i będzie to koniec wyprawy. Kolejne ataki nie są planowane. We wszystkich masywach, zarówno na Evereście jak i na Makalu dzisiaj mocno wiało i ataki nie udawały się. Może lepiej wyjdą na tym Ci co postanowili przeczekiwać – to zawsze trudne taktyczne decyzje, których końcowy efekt jest trudny do przewidzenia. W każdym razie jest tak, że siły naszej wyprawy się wyczerpały i ekspedycja będzie wracać do Polski. W obozie 3 są katalończycy, którzy będą próbować atakować jutro – trzymamy za nich kciuki i za Kingę Baranowską i Rafała Fronię na Makalu też.

22 maja 2013

O 3 w nocy zespół szturmowy wyruszył w kierunku szczytu. W obozie 3 postanowił pozostać kierownik wyprawy Jerzy Natkański. Po paru godzinach ze względu na silny wiatr większość postanowiła zawrócić do z powrotem do obozu III. Atak kontynuowała jedynie Agnieszka Bielecka we współpracy ze wspinaczami z innej wyprawy Pawłem Michalskim i Włochem Simone La Terra. Niestety na wysokości ok. 8000 m w kopule szczytowej nie zdołali oni odnaleźć właściwej drogi do wierzchołka i zawrócili do obozu 3. O godzinie 17 czasu lokalnego są w trakcie zejścia do tego obozu.

21 maja 2013

W dniu 21 maja cały zespół szturmowy złożony z 6 uczestników i 1 Szerpy, po 8 godzinach wspinaczki dotarł na 7400 m gdzie założył 3 obóz, który jest jednocześnie obozem szturmowym.

Warunki są bardzo wietrzne, jeden z namiotów nie przetrwał ale udało się wszystkich pomieścić w pozostałych. Wiatr ma ustępować i w nocy (już) ma się rozpocząć ostateczny atak na szczyt. Plan jest taki by stanąć na wierzchołku 22 maja przed godziną ok. 15.00 czasu lokalnego (ok 11 czasu polskiego)

20 maja 2013

19 maja rozpoczął się atak szczytowy. Bierze w nim udział 6 uczestników: Agnieszka Bielecka, Tamara Styś, Piotr Tomala, Jerzy Natkański, Dariusz Załuski, Robert Cholewa i z nim 1 Szerpa Sonam. 20 maja zespół osiągnął obóz II na ok 6600 m i spędzi tu noc. Zdobycie szczytu planowane jest na 22 maja.

11 maja 2013

Na dzień dzisiejszy prognozy zapowiadają trzy dni intensywnego opadu i kiepskiej pogody co uwięzi wyprawę w bazie. Dalsze plany uzależnione będą od prognoz. Marcin Miotk i Jacek Żebracki ze względu na stan zdrowia Jacka zrezygnowali z dalszego udziału w wyprawie i dnia 10 maja opuścili bazę. Obecnie w bazie sypie grad.

10 maja 2013

Robert i Sonam zeszli do bazy a dwa zespoły: Tamara i Darek oraz Piotr, Jurek i Agna wyszły z zamiarem założenia obozu trzeciego na wysokości zależnej od postępu prac przy poręczowaniu. Później wzmógł się wiatr. W tym czasie Tamara i Darek postanowili rozbić namiot na na zastanej gotowej platformie na wysokości około 6900 – 7000 m n.p.m.

Ze względu na stale wzmagający się silny wiatr, znajdujący się nieco poniżej zespół Piotra, Jurka i Agny podjął burzliwą dyskusję dotyczącą dalszego planu działania. W zaistniałej sytuacji istniało duże prawdopodobieństwo, że rozbicie namiotu mogło się nie udać i groziło jego utratą lub uszkodzeniem. Decyzją kierownika było pozostawienie depozytu i powrót do obozu pierwszego. Agna zostawiwszy plecak na lekko wyszła na rekonesans do wysokości, gdzie kończyły się poręczówki – do wysokości 7200 m. Piotr, Jurek i Agna zeszli jeszcze tego samego dnia do bazy do której dotarli około 21:30 natomiast Tamara i Darek spędzili noc na wysokości około 7000 m n.p.m.

9 maja 2013

W bazie pod Dhaulagiri trochę się zaludniło, przybyło więcej wypraw i akcja się rozkręca choć my siłą rzeczy ciągle na szpicy.
Oprócz 3 Francuzów, Pawła Michalskiego z Simone la Terra na Dhaulagiri działają teraz też:
Wyprawa Amical – 3 uczestników i 3 Szerpów
Hindusi – 3 uczestników i 3 Szerpów
Hiszpanie – 3 uczestników i 1 Szerpa
Japonka i 2 Szerpów
Tak więc szanse na sprawne zaporęczowanie drogi do obozu III rosną – liczymy na współpracę z innymi wyprawami. Noc z 7 na 8 maja Marcin Miotk i Jacek Żebracki spędzili w obozie II i przymierzali się do lekkiego ataku na szczyt, ale ostatecznie podjęli decyzję o odwrocie i są w bazie. W niskim obozie II przebywają wszyscy pozostali uczestnicy i 9-10 maja wraz z Szerpami innych wypraw planują poręczowanie drogi do obozu III na 7400 lub niskiego obozu III na ok. 7000 m. Dawny obóz II nie został odnaleziony, śpimy w nowowyniesionym sprzęcie. W razie złych warunków plan minimum to podniesienie obozu II na prawidłową wysokość 6700 m.

5 maja 2013

Ze względu na silne podmuchy wiatru na grani zespół hiszpański zrezygnował z wyjścia na poręczowanie do trójki, zespół indyjski zszedł na dół. Agna i Jurek wyszli raz jeszcze na 6600 w nadziei na odnalezienie pozostawionego depozytu w warunkach lepszej widoczności. Niestety po depozycie nie pozostał najmniejszy ślad. W zaistniałych warunkach oraz ze względu na pogarszającą się pogodę (wzmagał się wiatr i pogarszała widoczność) zespół pozbawiony namiotów, gazu i jedzenia zszedł do jedynki (do której ze względu na słabą widoczność udało nam się trafić dzięki GPS), pozostawiając niewielki depozyt w namiocie Hiszpanów w niskiej dwójce. Jeszcze tego samego dnia w warunkach bardzo słabej widoczności Agna i Jurek zeszli do bazy.
W nocy z 6 na 7 maja planowanie jest wyjście pozostałych członków zespołu z zamiarem odbudowania obozu drugiego i poręczowania do trójki, Jurek i Agna zamierzają wyjść do góry następnej nocy i wesprzeć poręczujący zespół.

4 maja 2013

Polski zespół dotarł na wysokość 6600 w miejsce gdzie zostawiony został depozyt, w warunkach słabej widoczności oraz głębokim i niestabilnym śniegu na grani, nie udało się odnaleźć depozytu. W czasie wspinaczki na grani zespół zobaczył specyficzne zjawisko atmosferyczne nazywane „widmem Brockenu”. Agna i Jurek zeszli do „hiszpańskiej” dwójki, gdzie dzięki uprzejmości Hindusów (pożyczyli nam namiot) i Hiszpanów (pożyczyli nam gaz, kuchenkę oraz trochę jedzenia) udało im się bezpiecznie spędzić noc.

3 maja 2013

W nocy Agnieszka Bielecka i Jerzy Natkański wyszli z bazy wraz z trójką Hiszpanów. Po około ośmiu godzinach torowania wszyscy dotarli do jedynki, gdzie znajdowali się wspinacze z ekipy indyjskiej.

Kolejnego dnia polski zespół wyruszył do dwójki. W planie było odnalezienie pozostawionego na wysokości 6600 m n.p.m. depozytu i wyniesienie namiotu, gazu, kuchenki oraz jedzenia na wysokość do tzw. wysokiej dwójki, jednakże po torowaniu w dość głębokim śniegu, Jurek i Agna postanowili znieść niezbędny depozyt na 6400 do tak zwanej niskiej dwójki, założonej przez Hiszpanów na 6400 m n.p.m. w bezpiecznym i osłoniętym miejscu.

26 kwietnia 2013

Piotrek, Robert, Jurek i Sonam wyruszyli około 6 rano torować drogę w śniegu w kierunku obozu drugiego, pozostali łącznie z Francuzami wyruszyli w różnych odstępach czasowych za nimi, ostatni zespół: Marcin, Jacek i Agna wyruszyli około godziny 8 rano.

Wszystkie grupy dogoniły zespół torujący przy wejściu na filar około godziny 11 rano. Przy dobrej pogodzie, po zmianie na torowaniu, wszyscy ruszyli do góry w kierunku obozu drugiego.

Około godziny 14:00 zespół był na wysokości – według wskazań różnych altimetrów 6600 – 6700 m n.p.m. w miejscu wystromienia filara, gdzie nastąpiło gwałtowne załamanie pogody. Widoczność spadła do kilku – klikunastu metrów, gwałtowne podmuchy wiatru spowodowały nieprzyjemne lawinki pyłowe.

W tych warunkach ustalenie dokładnego miejsca, w którym miał znajdować się obóz drugi okazało się bardzo trudne. W zaistniałej sytuacji ze względu na dość późną porę i załamanie pogody, każdy z zespołów namiotowych (Darek z Tamarą, Agna z Jackiem i Marcinem oraz Piotrek z Robertem i Sonamem i kierownik zaproszony do namiotu przez Francuza ) skupił się na znalezieniu względnie bezpiecznego i wygodnego miejsca na biwak. Jak się okazało dla każdej z grup oba te warunki były trudne do spełnienia. W efekcie namioty zostały rozbite w znacznej odległości i deniwelacji od siebie w miejscu, które każdy z zespołów uznał za bezpieczne.

Niemniej jednak wszyscy spędzili noc głównie na odkopywaniu namiotów zasypywanych regularnie lawinkami pyłowymi. Namiot Francuza z kierownikiem wyprawy został zasypany i zagrożony lawinami pyłowymi do tego stopnia, że w końcu został złożony a obaj panowie przenieśli się do namiotu Jacka, Agny i Marcina.

Po ciężkiej nocy, kolejnego dnia wiatr nie ustawał i warunki się nie poprawiły. Zespół zostawił zabezpieczony depozyt na wysokości około 6600 m n.p.m. i zszedł do jedynki i dalej do bazy 27 kwietnia. W chwili obecnej wygląda na to że wiatr się wzmógł. Prognozy wskazują na silne wiatry aż do 3 maja. Doświadczenie pokazuje, że nawet niezbyt silne wiatry rzędu 20 węzłów (ok 40 km/h) utrudniają akcję górską ze względu na uruchamianie nieprzyjemnych lawin pyłowych w wyższych partiach góry.

25 kwietnia 2013

Kolejny zespół w składzie: Piotrek, Robert, Jurek i Sonam wyszli do góry 25 kwietnia nieco po północy i dotarł do „jedynki” po około 8 godzinach, idąc w większości po śladach z poprzedniego dnia. 25 kwietnia wszyscy spotkali się w „jedynce”. Zespół wychodzący poprzedniego dnia został w obozie pierwszym, regenerując się po męczącym marszu z poprzedniego dnia.

24 kwietnia 2013

Zespół w składzie: Tamara, Darek, Marcin, Agna i Jacek oraz trójka współpracujących z nimi Francuzów około 3 w nocy wyszła do obozu pierwszego. Po kilku dniach intensywnych opadów, okazało się że torowanie do „jedynki” było bardzo wyczerpujące, opad zakopał również pod śniegiem większość położonych wcześniej poręczówek. Dodatkowo operujące od około 9 godziny na plateau i powyżej – słońce spowodowało spore wyczerpanie zespołu po ponad 10 godzinach dojścia do „jedynki”, w której czekało ich jeszcze odkopywanie zasypanych namiotów.

18 kwietnia 2013

Po wschodzie słońca cała wyprawa wyruszyła na rekonesans w kierunku obozu drugiego i dotarliśmy w czasie około 2 godzin do wysokości 6200 m n.p.m. skąd widać już było całą drogę do „dwójki” położonej na wysokości około 6800 m n.p.m. Celem tego dnia było rozpoznanie drogi i wyjście aklimatyzacyjne.

17 kwietnia 2013

O godzinie 4 w nocy, cały skład wyprawy wyruszył do góry z zamiarem założenia obozu pierwszego. Wyprawa jako pierwsza w tym sezonie ma zaszczyt zaporęczowania i podprowadzania drogi do „jedynki”, która jest stosunkowo długa (5,5 km), usłana szczelinami oraz wznosi się prawie 1200 metrów powyżej bazy tj. na wysokość 5800m. Zespół, który uprzednio zostawił depozyt na krańcu plateau wyruszył na lekko, a tak zwany, chwilowo, zespół drugi, wyszedł z bazy z depozytem niezbędnym do założenia obozu. Droga przez załamanie lodowca powyżej plateau wymagała dużej czujności, ponieważ większość szczelin była przysypana dość głębokim śniegiem, co wymagało również uciążliwego torowania.

Zespół pierwszy dotarł w dobrej formie do miejsca obozu pierwszego przy dobrej pogodzie, o godzinie 12 w południe to jest po niecałych ośmiu godzinach. Zespół drugi dotarł godzinę później. Obóz pierwszy rozłożyliśmy pod wielkim serakiem, który częściowo daje nam osłonę od wiatru.

Tamara Styś w drodze do obozu I Tamara w drodze do obozu I

13 kwietnia 2013

Wczoraj w górę wyszedł pierwszy zespół w składzie: Darek Załuski, Marcin Miotk, Tamara Styś, Jacek Żebracki i Agnieszka Bielecka. Zespół miał na celu rozpoznanie drogi pod ścianę tzw. Eigeru i próbę wejścia w ścianę i zaporęczowanie ściany i części trawersu. W ciągu 5 godzin udało się dotrzeć na wysokość około 4900 m n.p.m. i założyć w sumie 400 metrów lin poręczowych. W efekcie połowa trawersu Eigeru jest już zaporęczowana. Byliśmy pierwszym zespołem, który wyszedł do góry w tym sezonie. Warunki śniegowe były bardzo dobre, aczkolwiek nie znaleźliśmy praktycznie żadnych śladów po poprzednich wyprawach. Przejście lodowca poszło nam bardzo sprawnie po około 40 minutach doszliśmy pod ścianę. Kluczowe trudności – czyli próg skalny, około stu metrów powyżej wejścia w ścianę, sprawnie poprowadził Marcin Miotk. Jutro planowane jest wyjście drugiego zespołu w składzie: Jurek Natkański, Piotr Tomala, Robert Cholewa, Sonam Sherpa. Maja oni zamiar dokończyć poręczowanie trawersu Eigeru, aż do plateau wyprowadzającego do „jedynki”.

Tamara Styś na lodowcu w okolicach bazy

12 kwietnia 2013

Po 6 dniach karawany – wyprawa późnym popołudniem dotarła do właściwej bazy na 4750 m. Doszliśmy tu pierwsi ale już 11 kwietnia pojawili się w bazie Francuzi. Około 19 kwietnia ma dotrzeć wyprawa hiszpańska i jedna himalaistka z Japonii. Pracujemy nad zagospodarowaniem się, budową messy, magazynu – co jak można zobaczyć na zdjęciach – nie zawsze musi być proste. W bazie utrzymuje się jeszcze śnieg – sporo jest go na stokach i w ścianie. Jutro planujemy dalszą rozbudowę bazy i ceremonię Pujy. Akcja górska powinna się rozpocząć 13 kwietnia. Pogoda nam sprzyja.

08 kwietnia 2013

Karawana wyprawy dotarła do tzw. bazy włoskiej (Italian base camp) na wysokości 3700 m. Do bazy głównej na 4750 m pozostał niewiele ponad 1 dzień marszu. W bazie włoskiej z/w na już odczuwalną wysokość postanowiono zrobić jeden dzień przerwy w podejściu. Tak więc jutro 9 kwietnia jest tzw. dzień aklimatyzacyjny – wszyscy odpoczywają. Wszyscy czują się dobrze.

02 kwietnia 2013

6 uczestników bez przeszkód liniami Qatar Airways przez Doha dotarło do Kathmandu. Tu czekał już na nich Darek Załuski. Wczoraj udało się dokonać niezbędnych zakupów, złożyć obowiązkową wizytę w Ministerstwie Turystyki, przepakować ładunki na karawanę tak by każdy ważył przepisowe 25 kg i zapakować nasz mikrobus – razem ok. 600 kg.

01 kwietnia 2013

Wyruszyła z Polski 8. osobowa wiosenna wyprawa na siódmą górę świata Dhaulagiri pod kierownictwem Jerzego Natkańskiego. Robert Cholewa jest jednym z uczestników-unifikantów.

Zadaniem unifikacyjnej wyprawy PZA jest zdobycie siódmej co do wysokości góry świata, bez wspomagania tlenem z butli. Polscy himalaiści będą zdobywać górę drogą uznawaną za normalną – pierwszych zdobywców, poprowadzoną północno – wschodnią granią – w stylu klasycznym. Celem wyprawy jest przygotowanie do wypraw zimowych w latach następnych. Zawodnikami unifikantami są: Robert Cholewa, Piotr Tomala, Jacek Żyłka Żebracki, Agnieszka Bielecka, Marcin Miotk, Tamara Styś, kierownikiem Jerzy Natkański a jego zastępcą Dariusz Załuski.

Wyprawa prowadzona jest w ramach programu „Polski Himalaizm Zimowy 2010-2015″, którego kierownikiem jest Artur Hajzer. Program został objęty patronatem honorowym przez Pana Bronisława Komorowskiego Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Wyprawę wspiera Ministerstwo Sportu i Turystyki oraz Fundacja Wspierania Alpinizmu Polskiego im. Jerzego Kukuczki. Głównym sponsorem jest PKN Orlen, a sprzęt uczestnikom ekspedycji zapewnia Hi Mountain.

Manaslu 2012

manaslu

Galeria
Cel wyprawy: Góra Ducha, ósmy pod względem wysokości szczyt Ziemi.

czytaj więcej

Cho-Oyu Expedition 2011

cho-oyu

Galeria
Cel wyprawy: masyw wchodzący w skład grupy górskiej Khumbu Himal. Liczący 8201 m Cho Oyu.

czytaj więcej

Polish Pamir Expedition 2010

thumb1

Galeria
Cel wyprawy: zdobycie dwóch siedmiotysięczników w miesiąc– Piku Somoni i Piku Korżeniewskiej.
czytaj więcej

Ama Dablam

thumb3

Video
Relacja z wyprawy na Ama Dablam (6856 m n.p.m.)
czytaj więcej

Acconcagua 2010

Acconcagua_thumb

Galeria
Acconcagua 2010
czytaj więcej