Polish Pamir Expedition 2010

Galeria
Cel wyprawy: zdobycie dwóch siedmiotysięczników w miesiąc– Piku Somoni i Piku Korżeniewskiej.


28.08.2010

Sukces, cel wyprawy tj. zdobycie dwóch siedmiotysięczników w miesiąc– Piku Somoni i Piku Korżeniewskiej, został osiągnięty!
Po 37 dniach wyprawy uczestnicy szczęśliwie wrócili do Polski.

26.08.2010

Akcja ratunkowa na 5700 m udała się, uczestnicy wyprawy mieli w niej znaczący udział. Nastąpiła poprawa pogody i uczestnicy w końcu opuścili bazę i dotarli helikopterem do Dżirgitalu.

25.08.2010

„Wczoraj podczas wejścia na Pik Korżeniewskiej na wysokości 5700 m Rosjanin wpadł do szczeliny i złamał nogę. Akcja ratunkowa nadal trwa. Uczestniczy w niej większość ludzi, również nasz zespół, a przede wszystkim Gracjan – ratownik medyczny. Póki co pogoda brzydka i helikopter po nas nie przyleci.”

- ostatnia informacja.

Takie tragedie, przypominają nam wszystkim, że góry dają dużo, ale mogą zabrać jeszcze więcej…Tylko w ciągu ostatnich trzech tygodni w górach miały miejsce wypadki, które niestety nie zawsze zakończyły się dobrze. Chloé Graftiaux – młoda Belgijka zginęła 23 sierpnia w wypadku na Mont Blanc. Szwed Fredrik Ericsson zginął 7 sierpnia 2010 w czasie próby zdobycia K2, drugiego najwyższego szczytu na świecie.

24.08.2010

„Wczoraj pogoda się zepsuła. Na szczęście Janusz i Adam wrócili cali do bazy. W nocy spadł śnieg i loty helikopterów zostały odwołane. Czekamy w bazie.”

- pisze Ela.

21.08.2010

ADAM i JANUSZ zdobyli szczyt Somoni w sobotę 21 sierpnia! Robert i Grzegorz wrócili do bazy.

19.08.2010

ROBERT i GRZEGORZ zdobyli szczyt! Dzisiaj o 12:30 czasu miejscowego czyli o 9:30 naszego czasu na szczycie Piku Somoni stanął Robert i Grzegorz. Tym samym wyprawa 2×7000 odniosła sukces. Adam i Janusz dotarli do obozu 4.

18.08.2010

Cała czwórka dotarła na Pamirskie Plateau. Pogoda na tej wysokości jest póki co stabilna. Według sprawdzonych danych w tym sezonie na Pik Somoni weszło 7 osób. W ciągu ostatnich dwóch dni już drugi zespół z Iranu został sprowadzony przez przewodników z powodu odmrożeń. Podstawową trudnością, decydującą o złowrogiej statystyce, są warunki atmosferyczne – wskutek położenia na styku napływających z przeciwległych stron mas powietrza zmiany pogody są częste i niespodziewane.

16.08.2010

„Robert i Grzegorz dotarli do obozu 2 na 6000 m, a Janusz i Adam na 5700 m. Jutro cała czwórka ruszy na Wielkie Pamirskie Plateau. Pogoda się zdecydowanie poprawiła. Wczoraj na Pik Somoni weszło 8 osób.”

- ostatnia wiadomość od Roberta.

15.08.2010

W niedzielę 15 sierpnia Gracjan stanął na szczycie Korżeniewskiej i jutro będzie w bazie. Robert, Grzegorz, Janusz i Adam rozpoczynają wejście na Pik Somoni. W tym sezonie na szczycie były tylko dwie osoby: Bułgar i Rosjanin. Wiele zespołów wycofało się z powodu trudnych warunków pogodowych.

12.08.2010

W czwartek 12 sierpnia Ela, Robert i Janusz stanęli na wierzchołku Piku Korżeniewskiej w bardzo złej pogodzie: silny wiatr, duży mróz i zła widoczność. Gracjan po przebytej infekcji kontynuuje aklimatyzację w obozie na 5300 m. W bazie trwają przygotowania do ataku na Pik Somoni w stylu alpejskim.

Styl alpejski, nazywany też slangowo stylem „na lekko” to taktyka stosowana przy zdobywaniu wysokich gór, zazwyczaj powyżej 4 tysięcy metrów i polega na tym, że po uprzednim zaaklimatyzowaniu się, czyli przyzwyczajeniu organizmu do przebywania na dużych wysokościach, przychodzi dzień, w którym pakuje się wszystkie rzeczy, sprzęt i rozpoczyna wspinaczkę, która trwa aż do szczytu bez zakładania po drodze obozów, lin tak jak podczas klasycznych wypraw.

Nazwa pochodzi od sposobu wchodzenia na szczyty w Alpach, gdzie zazwyczaj atak szczytowy odbywa się w ciągu jednej doby, co umożliwia ograniczenie ilości dźwiganego sprzętu (brak ciężkiego sprzętu biwakowego) i zwiększenie w ten sposób szybkości zespołu.

11.08.2010

W środę 11 sierpnia Adam osiągnął szczyt Korżeniewskiej.

9.08.2010

W poniedziałek 9 sierpnia Grzegorz stanął na szczycie Piku Korżeniewskiej. Pozostali członkowie wyprawy będą próbować jutro, jeśli pogoda na to pozwoli, ponieważ wieje bardzo silny wiatr.

8.08.2010

„Janusz i Adam pracowali nad nową bezpieczniejszą lokalizacją obozu na 5600 m. Ela, Robert i Gracjan odpoczywają w bazie. Jutro wychodzą z zamiarem szczytowania”

- pierwsza wiadomość w niedzielę o 11:20 i druga wiadomość kilka minut później:

„A teraz najważniejsza wiadomość: Grzegorz dotarł ponownie do obozu 3 na 6400 m i SAMOTNIE CHCE ATAKOWAĆ SZCZYT… jutro o świcie” .

7.08.2010

„Wczoraj Robert i Grzegorz założyli obóz 3 na 6400 m co otwiera drogę na szczyt.”

- ostatnia wiadomość od Eli.

5.08.2010

„Wczoraj założyliśmy obóz 2 na 5800 m. Dzisiaj transport zaopatrzenia i troje z nas będzie tam nocować: Ela, Robert i Grzesiek. Adam podchodzi do obozu 1a na 5100m, a Gracjan i Janusz odpoczywają w bazie.”

- ostatnia wiadomość.

Tempo aklimatyzowania się organizmu jest cechą indywidualną, jednak zazwyczaj trwa od 1 do 3 dni dla danej wysokości. Wysokość należy zdobywać stopniowo – organizm ma wtedy czas, aby zaadaptować się do danej wysokości. Gdy odczuwamy objawy choroby wysokogórskiej to znaczy, że jesteśmy na granicy naszego poziomu aklimatyzacyjnego. Musimy wtedy spędzić noc na tej wysokości lub zejść na niższą wysokość i odpocząć. I tak coraz to wyżej aż na sam szczyt. Niektórzy twierdza ze czas utraty aklimatyzacji równy jest czasowi jej uzyskania, inni zaś uważają, że aklimatyzacja pozostaje w organizmie nawet do pięciu miesięcy.

Zdjęcie satelitarne Pamiru

2.08.2010

„Stoi oaza na 5300. Idziemy z zaopatrzeniem, nocujemy i jeśli się uda, zdrowie i pogoda pozwoli spróbujemy założyć obóz 2 na 5800 m.”

- ostatnia wiadomość.

Droga na Pik Korżeniewskiej jest wyceniona na 5 A i po raz pierwszy została pokonana w 1966 roku przez W. Cetlina. Droga do obozu pierwszego, położonego na 5300 m., wiedzie trudnym lodowcem Moskwina, który leży miedzy dwoma wybitnymi filarami masywu Korżeniewskiej. Kolejny etap wiedzie nadal lodowcem do obozu drugiego na 5800 m n.p.m., położonego u stóp skalnej bariery lewego z filarów.

1.08.2010

„Pogoda świetna. Uzupełniliśmy depozyt poniżej Jedynki i kontynuując podejście doszliśmy do Jedynki na 5100 m. Trzy osoby zostają tu na nocleg. Samopoczucia świetne.”

- pisze Ela.

„Wspinaj się wysoko, śpij nisko” głosi zasada Himalaistów.
Po przekroczeniu wysokości 3000 m n.p.m. różnice wysokości między noclegami, nie powinny być większe niż 300 metrów, a po zdobyciu każdego kolejnego kilometra wysokości powinno się robić jeden dzień odpoczynku. Można oczywiście robić wycieczki aklimatyzacyjne i pokonywać dziennie większe wysokości, ale na nocleg należy jednak zejść niżej i dopiero kolejnego dnia przenieść się z obozem w wyższe partie gór.

30.07.2010

„Po trzech dniach oczekiwania w Dżirgitalu na helikopter w końcu dolecieliśmy do bazy na Lodowiec Moskwina. Baza założona jest na wysokości 4200 m n.p.m. Jutro lekkie wyjście aklimatyzacyjne nieco wyżej na 4600 m.”

- przyszła długo oczekiwana wiadomość.

Lodowiec Moskwina leży miedzy dwoma filarami masywu Korżeniewskiej.Tu znajduje się baza główna i dociera się tu śmigłowcem. Jest to już znaczna wysokość, przebywanie na niej wymaga uprzedniej aklimatyzacji, inaczej kilka pierwszych dni jest dla alpinisty bardzo trudne i może zakończyć się chorobą wysokościową.

28.07.2010 godz. 15:00

„Utknęliśmy w oczekiwaniu na śmigło w Dżirgitalu. Polecimy jak przyleci śmigło, a śmigło przyleci kiedy będzie mogło… cokolwiek to znaczy.”

- pisze w smsie Robert

28.07.2010

„Ku mojemu zdziwieniu pojawił się zasięg. Droga, którą jedziemy do Dżirgitalu nie mieści się w znanych nam standardach. Balansowanie nad przepaściami przypomina po co tutaj jesteśmy. Z ciekawszych rzeczy dowiedzieliśmy się, że Tadżykistan, Afganistan i Iran to ta sama grupa językowa, mająca perskie korzenie i nie ma między nimi bariery językowej.”

-napisał Robert.

Poza Duszanbe i większymi miastami typu Chugand pomimo usilnych starań pozarządowych organizacji można zapomnieć o internecie, a tym samym o kontakcie ze światem. Podobnie ma się sprawa z telefonami komórkowymi. W Tadżykistanie operatorów sieci jest więcej niż w Polsce. Zasadniczo bardziej opłaca się kupić na miejscu kartę typu pre-paid, bo koszt roamingu jest okrutnie wysoki. Jednak swobodnie porozmawiać można tylko w większych miastach i w okolicy o ile zasięg anten pozwoli. Poza zasięgiem można liczyć tylko na kontakt poprzez telefon satelitarny.

27.07.2010

„Po południu zrobiliśmy zakupy jedzenia, które zabierzemy do bazy. Dzisiaj rano wyjeżdżamy do Dżirgitalu, gdzie będziemy czekać na helikopter do bazy. Temperatura 36 °”

-pisze Ela.

W Tadżykistanie większość dróg, pamięta Związek Radziecki i jest w bardzo złym stanie. Główną nawierzchnią jest szuter, kamienie lub zupełne bezdroża. Zdarzają się odcinki dobrych dróg, ale znakomita większość to wąskie, wyboiste szutrówki. Średnia prędkość: 40-50 km/h, nawet do 80 km/h. Biorąc poprawkę na surowy, szutrowy charakter Pamir Highway (nie wspominając już o pobocznych drogach) bardzo wiele zależy od samochodu, dlatego podróż ze stolicy do miasta u stóp Pamiru – Dżirgitalu może być długa i z przygodami.

26.07.2010

- Wyprawa ruszyła

W niedzielę uczestnicy wyprawy wyruszyli na podbicie Pamiru. Wylot z Okęcia do Istamułu, a stamtąd do Duszanbe – stolicy Tadżykistanu.

5:58 sms od Roberta:

„Duszanbe, gorąco, kwatera w bloku na 5 piętrze. Wizy na lotnisku dostaliśmy bez problemu. Antyrosyjska atmosfera, wygląda na to, że Polaków szanują. Zakupy, zezwolenia, papiery, papiery…”

Jest poniedziałek 26 lipca 2010 r., w Duszanbe jest pogodnie i bezchmurnie, wilgotność powietrza około 24%, temperatura 32° – podają portale pogodowe. Wyprawa ruszyła w niedzielę z lotniska Okęcie do Istambułu, a stamtąd właśnie do Duszanbe, co po tadżycku znaczy Poniedziałek. Duszanbe to miasto położone u stóp pasma Hisarskiego. Uczestnicy wyprawy spędzą tu dwa dni.
Stolicą Duszanbe stało się w 1929r. po doprowadzeniu linii kolejowej z Tarmezu. Jeszcze w latach 20-tych naszego wieku Duszanbe było olbrzymią wsią, obecnie jest nowoczesnym miastem z socrealistycznymi budowlami, licznymi parkami i zieleńcami. Ruchliwe ulice, mnóstwo prywatnych busów wożących ludzi. Uliczni sprzedawcy lokalnego tytoniu i budki telefoniczne z obsługą. Przy każdej siedzi pani i kasuje po 20 diramów od rozmowy, przy okazji handlując papierosami na sztuki i wszystkim, czym się da.
Do niedawna zdobycie wizy do Tadżykistanu (Polacy są objęci obowiązkiem wizowym) wiązało się z podróżą do najbliższej dla nas ambasady Tadżyckiej czyli np do Wiednia lub Berlina, gdyż w Polsce brak (z wzajemnością) placówek dyplomatycznych tego kraju. Na dzień obecny można bez problemu, wypełniając jeden druk i mając dwa zdjęcia, otrzymać wizę bezpoórednio na lotnisku. Koszt wizy na jeden miesiąc to 66 dolarów. Druk podania o wizę, pomimo iż jest po rosyjsku z angielskim (kiepsko tłumaczonym) przykładem przyklejonym na lotnisku, jest łatwy do wypełnienia.
Koniecznie po przyjeździe należy pamiętać o zameldowaniu się w miejscowym OWIR czyli Otdel Viz i Registracji (Oddział do spraw wiz i rejestracji). Przed uczestnikami jeszcze wiele formalności do załatwienia na miejscu.

Cel – dwa siedmiotysięczniki w miesiąc, dwa wymagające szczyty, położone w Tadżykistanie: Pik Somoni (dawniej Pik Kommunizma, 7495 m.n.p.m.) oraz Pik Korżeniewskiej (7105 m.n.p.m.)

Pod koniec lipca rusza śląska wyprawa Polish Pamir Expedition 2010. Dwa siedmiotysięczniki w jeden miesiąc – oto wyzwanie jakie stawiają sobie uczestnicy wyprawy: Elżbieta Cholewa, Adam Malinowski, Gracjan Tomaszewski, Robert Cholewa, Grzegorz Bielejec i Janusz Borkowski. Doświadczenie wysokogórskie zdobywali w wielu rejonach świata, od Alp, poprzez Kaukaz, Pamir, aż po Himalaje. Tym razem za cel obrali sobie dwa wymagające szczyty, położone w Tadżykistanie: Pik Somoni (dawniej Pik Kommunizma, 7495 m.n.p.m.) oraz Pik Eugenii Korżeniewskiej (7105 m.n.p.m.).

Pamir od dawna był częstym celem polskich wypraw. Jednak takie jego rejony, jak część tadżycka, od rozpadu ZSRR pozostawały nieosiągalne ze względu na trudną sytuację polityczną. Zmieniła się ona dopiero przed kilku laty.

Pierwszym celem ich wyprawy jest trzeci co do wysokości szczyt Pamiru – Pik Eugenii Korżeniewskiej. Swoją nazwę szczyt zawdzięcza wybitnemu badaczowi Pamiru, Mikołajowi Korżeniewskiemu, który w 1910 roku po odkryciu masywu nazwał go imieniem i nazwiskiem swojej żony. Pierwszego wejścia dokonał w 1953 zespół rosyjski, pod kierownictwem Aleksjeja Ugarowa. Pik Kommunizma (Somoni) jest najwyższym szczytem Pamiru Zachodniego. Jest on też najwyższym szczytem w rejonie krajów byłego Związku Radzieckiego i razem z Pikiem Korżeniewskiej są dwoma z pięciu (obok Chan Tengri, Piku Pobiedy i Piku Lenina) siedmiotysięczników na tym olbrzymim obszarze. Drogi wiodące na szczyty są skomplikowane topograficznie, narażone na lawiny kamienne i śnieżne. W górach tych występują ekstremalne warunkami atmosferyczne: bardzo niskie temperatury, silne wiatry, intensywne opady śniegu, nagłe załamania pogody. Te wszystkie czynniki sprawiają, że oba atakowane szczyty nadal pozostają ambitnymi celami sportowymi. Uczestnicy wyprawy mają nadzieję, że wyprawa pozwoliła na nowo odkryć ten rejon dla polskich alpinistów i turystów.

pamir-01 pikkomunizma

Informacje o wyprawie ukazały się również na:

Góry – górski magazyn sportowy
TVP Katowice
Dziennik Zachodni
Co się stało
Ceneria.pl

Tagi: , , ,

KATEGORIE

LOGO WYPRAWY

PATRONAT

SPONSORZY