Alpamayo i Huascaran 2014

25 lipca 2014

„Minęło trochę czasu od ostatniej wiadomości od nas. Po poprawie stanu zdrowia zaatakowaliśmy ponownie tą nieprzewidywalną górę. Tym razem pojechaliśmy konno, aby zyskać na czasie. Okazało się to nie lada wyzwaniem. Miejscami ścieżka nie przekraczała metra szerokości i wznosiła się stromo w górę. Po blokach i płytach skalnych, balansując nad przepaścią, przejechaliśmy w ten sposób około 25 km, pokonując 1400 m wysokości. Jechaliśmy ponad 8 godz. Łatwo się domyślić jakie było nasze samopoczucie po dotarciu do bazy… Mając dobrą aklimatyzację, pomimo fatalnej pogody, szybko zdobywaliśmy wysokość. Ciągle padał śnieg. Zaczęło robić się bardzo lawiniasto. Mijały kolejne dni, a sytuacja nie poprawiała się. W końcu, pomimo spadających lawin, wyszliśmy ok. godz.23.30 z zamiarem zaatakowania ściany. Niestety, niespełna 200 m nad biwakiem, oceniliśmy sytuację jako skrajnie niebezpieczną. Spadające pyłówki coraz większych rozmiarów przyśpieszyły decyzję o kolejnym wycofaniu. Góra jakoś bardzo nie chciała nam się poddać. Ściana jest w naszych możliwościach i umiejętnościach wspinaczkowych. Jednak obiektywne zagrożenia w tym roku, jakie wystąpiły na Alpamayo uczyniły ja dla nas niemożliwą do zdobycia. Czujemy niedosyt i …smutek. Jednocześnie jesteśmy zmęczeni fizycznie i psychicznie, a i kontuzje nie całkiem są wyleczone. Jedziemy nad ocean aby się jakoś pozbierać. Pozdrawiam Robert z ekipą.”

16 lipca 2014

Zdjęcia ze wspinaczki na Alpamayo

12 lipca 2014

„Weszliśmy w ścianę w nocy 11.07. Po dwóch wyciągach Heniu dostał torsji najprawdopodobniej z powodu niewystarczającej aklimatyzacji i w związku z tym wraz że Sławkiem wycofali się. My kontynuowaliśmy wspinaczkę w średnich warunkach lodowych. Byliśmy na stanowisku po 5 wyciągu, gdy nastąpił obryw seraka, jednego z charakterystycznych grzybów lodowych. Większość dużych brył lodowych przeleciała ponad nami. Jednak to co w nas trafiło omal nie spowodowało katastrofy. Straciliśmy plecak wpięty w stanowisko z częścią sprzętu. Ja oberwałem w głowę na tyle mocno, że pękł mi kask. Dostałem też w bark i rękę. Elę trafiło tylko w udo. Podjęliśmy decyzję o wycofaniu. Po 4 długich zjazdach umknęliśmy ze ściany. Cieszymy się, że przeżyliśmy. Jednak niedosyt pozostał, zwłaszcza, że ta droga ma 8 wyciągów, a my mieliśmy rozpocząć 6.
Tymczasem liżemy rany, ja mam ból kręgów szyjnych i oboje jesteśmy obolali. Musimy też uzupełnić sprzęt. Za kilka dni uderzymy ponownie. Zwłaszcza dla Eli jest to ważne. Włożyła w przygotowania wiele trudu i prawdopodobnie droga francuska nie ma jeszcze polskiego kobiecego przejścia.” – przesyła informacje Robert.

10 lipca 2014

„Idziemy do góry. Wspinamy się w stylu alpejskim. Biwak na 5900 m n.p.m. Jutro mamy zamiar wejść i założyć biwak na około 5600 m n.p.m. Pogoda dobra, humory w ekipie doskonałe, Pozdrawiam Robert.”

8 lipca 2014

„Ruszamy z karawaną złożoną z osłów i poganiaczy z Huaraz do bazy pod Alpamayo. Będziemy szli około 4 dni. Wszyscy zdrowi. Aklimatyzacja przebiegła prawidłowo. Wczoraj w szybkim tempie weszliśmy na 4500 m do Laguna Churup.” – informuje Robert.

6 lipca 2014

„Po 30 godz, nerwowych poszukiwań udało się odzyskać bagaż i mogliśmy ruszyć w dalszą drogę. Aktualnie jesteśmy w Huaraz. To malownicze miasto, położone na ok. 3000 m.n.p.m, u podnóża Andów Peruwiańskich czyli Cordiliera Blanca. To świetne miejsce na przeprowadzenie aklimatyzacji. Chodzimy po okolicznych wzgórzach położonych na ok. 4000 m.n.p.m. W mieście jest wi-fi więc bez problemów mogę pisać maile. Warto wspomnieć, że kuchnia peruwiańska zaskoczyła nas swoją odmiennością w stosunku do znanych nam smaków z różnych części świata. Np. ceviche czyli surowa ryba skompana w limonkowym sosie. Może też być w wariancie z surowymi owocami morza oraz czerwoną cebulą i sporą ilością kolendry. Dzisiaj np. zjedliśmy świnkę morską w pikantnym, pełnym nieznanych nam ziołowych nut, sosie. Do tego wyśmienite i nieznane u nas miejscowe wina…aż w góry nie chce się iść!”

5 lipca 2014

Wyjeżdżamy do Huaraz po niezłej nerwówce. Zaginęła część bagażu wyprawowego i to ta z najważniejszym sprzętem wspinaczkowym. Ostatecznie po 30 godz. dotarł do Limy i udało się go odebrać.Ogólnie Lima jest specyficzna. Pogoda dziwna. Ocean z fokami, jedzenie wyśmienite. Polecamy ryby i owoce morza, szczególnie danie o nazwie ceviche. Bardzo interesująco wygląda mix peruwiańsko-chiński. Mieszka tutaj milion Chińczyków. Sałatki, owoce, ziemniaki, ryż, świeże soki…ceny niższe od naszych o około 30%.” – pisze Robert

4 lipca 2014

„Wyprawa na Alpamayo i Huascaran rozpoczęta. Jesteśmy w Limie. Niestety zaczęło się źle. zaginął bagaż ze sprzętem. Szukamy, wyjaśniamy…już od kilkunastu godzin. Póki co bez sukcesu…” – pierwsza informacja z wyprawy.

3 lipca 2014

Polish Expedition CORDILLERA BLANCA 2014.
Skład: Ela Cholewa, Robert Cholewa, Sławomir Mrożek, Henryk Szczęsny
Cel: Huascaran – 6768 m n.pm. oraz Alpamayo – 5974 m n.p.m
Alpamayo i Huascaran – dwa szczyty w Andach Peruwiańskich są celem wyprawy, która ruszyła z Warszawy w dniu 3 lipca.
Alpamayo to szczyt w Andach w Kordylierze Białej o wysokości 5947 m n.p.m., słynący ze swej pięknej, dwustumetrowej wysokości ściany. Na wystawie fotograficznej w Monachium w 1966 roku nazwany „Najpiękniejszą górą świata”.


Huascarán lub Nevado Huascarán to szczyt w Andach Peruwiańskich. Najwyższy, południowy szczyt masywu (Huascarán Sur) to najwyższy szczyt całego Peru oraz najwyższy szczyt w pasie międzyzwrotnikowym na Ziemi. Nazwę zawdzięcza Huáscarowi, XVI-wiecznemu wodzowi Inków, który nosił tytuł Sapa Inca.

Cel wyprawy: Alpamayo i Huascaran – szczyty w Andach Peruwiańskich

KATEGORIE