Archiwum z 2013

Dhaulagiri 2013

2 czerwca 2013

Podsumowanie wyprawy
Dhaulagiri w tym roku okazało się nie do zdobycia. To była ciężka wyprawa. Trwała długo, nikt nie zdobył szczytu, kilka osób zginęło. W ataku szczytowym wraz z nami brało udział kilka wypraw m.in.: z Hiszpanii, z Japonii, z Niemiec i z Indii. Niestety nie obyło się bez dramatycznych momentów. Podczas ataku szczytowego Japonka Chizuko Kono zginęła, a towarzyszący jej Dawa Sherpa spadł i zaginął. Podczas ataku szczytowego Hiszpan Juanjo Garra złamał nogę na wysokości 7700 m n.p.m. Robert i Piotr zgłosili gotowość do wzięcia udziału w akcji ratunkowej. Niestety warunki pogodowe były fatalne. Przez 1,5 doby trwała walka o przylot śmigłowca. Akcję ratunkową prowadził Simone Moro. Trzech sherpów zostało wysadzonych ze śmigłowca na wysokości 6200 m. Niestety akcja ratunkowa nie przyniosła pozytywnych rezultatów i Hiszpan zmarł. Towarzyszący mu Gurung Sherpa doznał bardzo ciężkich odmrożeń. Jeden z liderów hinduskiej wyprawy utknął na wysokości 7200 m. i podczas akcji ratunkowej został zdjęty przez helikopter. Po raz kolejny góra okazała się silniejsza od człowieka.

24 maja 2013

Wyprawę PZA na Dhaualgiri można uznać za zakończoną. 23 maja skończyła się akcja górska – wszyscy zeszli do bazy i rozpoczęli jej likwidację. Podczas wyprawy osiągnięto wysokość 8100 m, była na niej Agnieszka Bielecka. 4 osoby wspinały się powyżej 7500 m. W trakcie 43 dni trwania akcji górskiej założono 3 obozy pośrednie na 5800 m, 6500 m i 7250 m.

23 maja 2013

Nieudany atak szczytowy zakończony. Agnieszka Bielecka z Pawłem Michalskim i Siomone La Terra zeszli bezpiecznie do obozu 3 na wys. 7400 m.

Na jutro planowane jest zejście do bazy i będzie to koniec wyprawy. Kolejne ataki nie są planowane. We wszystkich masywach, zarówno na Evereście jak i na Makalu dzisiaj mocno wiało i ataki nie udawały się. Może lepiej wyjdą na tym Ci co postanowili przeczekiwać – to zawsze trudne taktyczne decyzje, których końcowy efekt jest trudny do przewidzenia. W każdym razie jest tak, że siły naszej wyprawy się wyczerpały i ekspedycja będzie wracać do Polski. W obozie 3 są katalończycy, którzy będą próbować atakować jutro – trzymamy za nich kciuki i za Kingę Baranowską i Rafała Fronię na Makalu też.

22 maja 2013

O 3 w nocy zespół szturmowy wyruszył w kierunku szczytu. W obozie 3 postanowił pozostać kierownik wyprawy Jerzy Natkański. Po paru godzinach ze względu na silny wiatr większość postanowiła zawrócić do z powrotem do obozu III. Atak kontynuowała jedynie Agnieszka Bielecka we współpracy ze wspinaczami z innej wyprawy Pawłem Michalskim i Włochem Simone La Terra. Niestety na wysokości ok. 8000 m w kopule szczytowej nie zdołali oni odnaleźć właściwej drogi do wierzchołka i zawrócili do obozu 3. O godzinie 17 czasu lokalnego są w trakcie zejścia do tego obozu.

21 maja 2013

W dniu 21 maja cały zespół szturmowy złożony z 6 uczestników i 1 Szerpy, po 8 godzinach wspinaczki dotarł na 7400 m gdzie założył 3 obóz, który jest jednocześnie obozem szturmowym.

Warunki są bardzo wietrzne, jeden z namiotów nie przetrwał ale udało się wszystkich pomieścić w pozostałych. Wiatr ma ustępować i w nocy (już) ma się rozpocząć ostateczny atak na szczyt. Plan jest taki by stanąć na wierzchołku 22 maja przed godziną ok. 15.00 czasu lokalnego (ok 11 czasu polskiego)

20 maja 2013

19 maja rozpoczął się atak szczytowy. Bierze w nim udział 6 uczestników: Agnieszka Bielecka, Tamara Styś, Piotr Tomala, Jerzy Natkański, Dariusz Załuski, Robert Cholewa i z nim 1 Szerpa Sonam. 20 maja zespół osiągnął obóz II na ok 6600 m i spędzi tu noc. Zdobycie szczytu planowane jest na 22 maja.

11 maja 2013

Na dzień dzisiejszy prognozy zapowiadają trzy dni intensywnego opadu i kiepskiej pogody co uwięzi wyprawę w bazie. Dalsze plany uzależnione będą od prognoz. Marcin Miotk i Jacek Żebracki ze względu na stan zdrowia Jacka zrezygnowali z dalszego udziału w wyprawie i dnia 10 maja opuścili bazę. Obecnie w bazie sypie grad.

10 maja 2013

Robert i Sonam zeszli do bazy a dwa zespoły: Tamara i Darek oraz Piotr, Jurek i Agna wyszły z zamiarem założenia obozu trzeciego na wysokości zależnej od postępu prac przy poręczowaniu. Później wzmógł się wiatr. W tym czasie Tamara i Darek postanowili rozbić namiot na na zastanej gotowej platformie na wysokości około 6900 – 7000 m n.p.m.

Ze względu na stale wzmagający się silny wiatr, znajdujący się nieco poniżej zespół Piotra, Jurka i Agny podjął burzliwą dyskusję dotyczącą dalszego planu działania. W zaistniałej sytuacji istniało duże prawdopodobieństwo, że rozbicie namiotu mogło się nie udać i groziło jego utratą lub uszkodzeniem. Decyzją kierownika było pozostawienie depozytu i powrót do obozu pierwszego. Agna zostawiwszy plecak na lekko wyszła na rekonesans do wysokości, gdzie kończyły się poręczówki – do wysokości 7200 m. Piotr, Jurek i Agna zeszli jeszcze tego samego dnia do bazy do której dotarli około 21:30 natomiast Tamara i Darek spędzili noc na wysokości około 7000 m n.p.m.

9 maja 2013

W bazie pod Dhaulagiri trochę się zaludniło, przybyło więcej wypraw i akcja się rozkręca choć my siłą rzeczy ciągle na szpicy.
Oprócz 3 Francuzów, Pawła Michalskiego z Simone la Terra na Dhaulagiri działają teraz też:
Wyprawa Amical – 3 uczestników i 3 Szerpów
Hindusi – 3 uczestników i 3 Szerpów
Hiszpanie – 3 uczestników i 1 Szerpa
Japonka i 2 Szerpów
Tak więc szanse na sprawne zaporęczowanie drogi do obozu III rosną – liczymy na współpracę z innymi wyprawami. Noc z 7 na 8 maja Marcin Miotk i Jacek Żebracki spędzili w obozie II i przymierzali się do lekkiego ataku na szczyt, ale ostatecznie podjęli decyzję o odwrocie i są w bazie. W niskim obozie II przebywają wszyscy pozostali uczestnicy i 9-10 maja wraz z Szerpami innych wypraw planują poręczowanie drogi do obozu III na 7400 lub niskiego obozu III na ok. 7000 m. Dawny obóz II nie został odnaleziony, śpimy w nowowyniesionym sprzęcie. W razie złych warunków plan minimum to podniesienie obozu II na prawidłową wysokość 6700 m.

5 maja 2013

Ze względu na silne podmuchy wiatru na grani zespół hiszpański zrezygnował z wyjścia na poręczowanie do trójki, zespół indyjski zszedł na dół. Agna i Jurek wyszli raz jeszcze na 6600 w nadziei na odnalezienie pozostawionego depozytu w warunkach lepszej widoczności. Niestety po depozycie nie pozostał najmniejszy ślad. W zaistniałych warunkach oraz ze względu na pogarszającą się pogodę (wzmagał się wiatr i pogarszała widoczność) zespół pozbawiony namiotów, gazu i jedzenia zszedł do jedynki (do której ze względu na słabą widoczność udało nam się trafić dzięki GPS), pozostawiając niewielki depozyt w namiocie Hiszpanów w niskiej dwójce. Jeszcze tego samego dnia w warunkach bardzo słabej widoczności Agna i Jurek zeszli do bazy.
W nocy z 6 na 7 maja planowanie jest wyjście pozostałych członków zespołu z zamiarem odbudowania obozu drugiego i poręczowania do trójki, Jurek i Agna zamierzają wyjść do góry następnej nocy i wesprzeć poręczujący zespół.

4 maja 2013

Polski zespół dotarł na wysokość 6600 w miejsce gdzie zostawiony został depozyt, w warunkach słabej widoczności oraz głębokim i niestabilnym śniegu na grani, nie udało się odnaleźć depozytu. W czasie wspinaczki na grani zespół zobaczył specyficzne zjawisko atmosferyczne nazywane „widmem Brockenu”. Agna i Jurek zeszli do „hiszpańskiej” dwójki, gdzie dzięki uprzejmości Hindusów (pożyczyli nam namiot) i Hiszpanów (pożyczyli nam gaz, kuchenkę oraz trochę jedzenia) udało im się bezpiecznie spędzić noc.

3 maja 2013

W nocy Agnieszka Bielecka i Jerzy Natkański wyszli z bazy wraz z trójką Hiszpanów. Po około ośmiu godzinach torowania wszyscy dotarli do jedynki, gdzie znajdowali się wspinacze z ekipy indyjskiej.

Kolejnego dnia polski zespół wyruszył do dwójki. W planie było odnalezienie pozostawionego na wysokości 6600 m n.p.m. depozytu i wyniesienie namiotu, gazu, kuchenki oraz jedzenia na wysokość do tzw. wysokiej dwójki, jednakże po torowaniu w dość głębokim śniegu, Jurek i Agna postanowili znieść niezbędny depozyt na 6400 do tak zwanej niskiej dwójki, założonej przez Hiszpanów na 6400 m n.p.m. w bezpiecznym i osłoniętym miejscu.

26 kwietnia 2013

Piotrek, Robert, Jurek i Sonam wyruszyli około 6 rano torować drogę w śniegu w kierunku obozu drugiego, pozostali łącznie z Francuzami wyruszyli w różnych odstępach czasowych za nimi, ostatni zespół: Marcin, Jacek i Agna wyruszyli około godziny 8 rano.

Wszystkie grupy dogoniły zespół torujący przy wejściu na filar około godziny 11 rano. Przy dobrej pogodzie, po zmianie na torowaniu, wszyscy ruszyli do góry w kierunku obozu drugiego.

Około godziny 14:00 zespół był na wysokości – według wskazań różnych altimetrów 6600 – 6700 m n.p.m. w miejscu wystromienia filara, gdzie nastąpiło gwałtowne załamanie pogody. Widoczność spadła do kilku – klikunastu metrów, gwałtowne podmuchy wiatru spowodowały nieprzyjemne lawinki pyłowe.

W tych warunkach ustalenie dokładnego miejsca, w którym miał znajdować się obóz drugi okazało się bardzo trudne. W zaistniałej sytuacji ze względu na dość późną porę i załamanie pogody, każdy z zespołów namiotowych (Darek z Tamarą, Agna z Jackiem i Marcinem oraz Piotrek z Robertem i Sonamem i kierownik zaproszony do namiotu przez Francuza ) skupił się na znalezieniu względnie bezpiecznego i wygodnego miejsca na biwak. Jak się okazało dla każdej z grup oba te warunki były trudne do spełnienia. W efekcie namioty zostały rozbite w znacznej odległości i deniwelacji od siebie w miejscu, które każdy z zespołów uznał za bezpieczne.

Niemniej jednak wszyscy spędzili noc głównie na odkopywaniu namiotów zasypywanych regularnie lawinkami pyłowymi. Namiot Francuza z kierownikiem wyprawy został zasypany i zagrożony lawinami pyłowymi do tego stopnia, że w końcu został złożony a obaj panowie przenieśli się do namiotu Jacka, Agny i Marcina.

Po ciężkiej nocy, kolejnego dnia wiatr nie ustawał i warunki się nie poprawiły. Zespół zostawił zabezpieczony depozyt na wysokości około 6600 m n.p.m. i zszedł do jedynki i dalej do bazy 27 kwietnia. W chwili obecnej wygląda na to że wiatr się wzmógł. Prognozy wskazują na silne wiatry aż do 3 maja. Doświadczenie pokazuje, że nawet niezbyt silne wiatry rzędu 20 węzłów (ok 40 km/h) utrudniają akcję górską ze względu na uruchamianie nieprzyjemnych lawin pyłowych w wyższych partiach góry.

25 kwietnia 2013

Kolejny zespół w składzie: Piotrek, Robert, Jurek i Sonam wyszli do góry 25 kwietnia nieco po północy i dotarł do „jedynki” po około 8 godzinach, idąc w większości po śladach z poprzedniego dnia. 25 kwietnia wszyscy spotkali się w „jedynce”. Zespół wychodzący poprzedniego dnia został w obozie pierwszym, regenerując się po męczącym marszu z poprzedniego dnia.

24 kwietnia 2013

Zespół w składzie: Tamara, Darek, Marcin, Agna i Jacek oraz trójka współpracujących z nimi Francuzów około 3 w nocy wyszła do obozu pierwszego. Po kilku dniach intensywnych opadów, okazało się że torowanie do „jedynki” było bardzo wyczerpujące, opad zakopał również pod śniegiem większość położonych wcześniej poręczówek. Dodatkowo operujące od około 9 godziny na plateau i powyżej – słońce spowodowało spore wyczerpanie zespołu po ponad 10 godzinach dojścia do „jedynki”, w której czekało ich jeszcze odkopywanie zasypanych namiotów.

18 kwietnia 2013

Po wschodzie słońca cała wyprawa wyruszyła na rekonesans w kierunku obozu drugiego i dotarliśmy w czasie około 2 godzin do wysokości 6200 m n.p.m. skąd widać już było całą drogę do „dwójki” położonej na wysokości około 6800 m n.p.m. Celem tego dnia było rozpoznanie drogi i wyjście aklimatyzacyjne.

17 kwietnia 2013

O godzinie 4 w nocy, cały skład wyprawy wyruszył do góry z zamiarem założenia obozu pierwszego. Wyprawa jako pierwsza w tym sezonie ma zaszczyt zaporęczowania i podprowadzania drogi do „jedynki”, która jest stosunkowo długa (5,5 km), usłana szczelinami oraz wznosi się prawie 1200 metrów powyżej bazy tj. na wysokość 5800m. Zespół, który uprzednio zostawił depozyt na krańcu plateau wyruszył na lekko, a tak zwany, chwilowo, zespół drugi, wyszedł z bazy z depozytem niezbędnym do założenia obozu. Droga przez załamanie lodowca powyżej plateau wymagała dużej czujności, ponieważ większość szczelin była przysypana dość głębokim śniegiem, co wymagało również uciążliwego torowania.

Zespół pierwszy dotarł w dobrej formie do miejsca obozu pierwszego przy dobrej pogodzie, o godzinie 12 w południe to jest po niecałych ośmiu godzinach. Zespół drugi dotarł godzinę później. Obóz pierwszy rozłożyliśmy pod wielkim serakiem, który częściowo daje nam osłonę od wiatru.

Tamara Styś w drodze do obozu I Tamara w drodze do obozu I

13 kwietnia 2013

Wczoraj w górę wyszedł pierwszy zespół w składzie: Darek Załuski, Marcin Miotk, Tamara Styś, Jacek Żebracki i Agnieszka Bielecka. Zespół miał na celu rozpoznanie drogi pod ścianę tzw. Eigeru i próbę wejścia w ścianę i zaporęczowanie ściany i części trawersu. W ciągu 5 godzin udało się dotrzeć na wysokość około 4900 m n.p.m. i założyć w sumie 400 metrów lin poręczowych. W efekcie połowa trawersu Eigeru jest już zaporęczowana. Byliśmy pierwszym zespołem, który wyszedł do góry w tym sezonie. Warunki śniegowe były bardzo dobre, aczkolwiek nie znaleźliśmy praktycznie żadnych śladów po poprzednich wyprawach. Przejście lodowca poszło nam bardzo sprawnie po około 40 minutach doszliśmy pod ścianę. Kluczowe trudności – czyli próg skalny, około stu metrów powyżej wejścia w ścianę, sprawnie poprowadził Marcin Miotk. Jutro planowane jest wyjście drugiego zespołu w składzie: Jurek Natkański, Piotr Tomala, Robert Cholewa, Sonam Sherpa. Maja oni zamiar dokończyć poręczowanie trawersu Eigeru, aż do plateau wyprowadzającego do „jedynki”.

Tamara Styś na lodowcu w okolicach bazy

12 kwietnia 2013

Po 6 dniach karawany – wyprawa późnym popołudniem dotarła do właściwej bazy na 4750 m. Doszliśmy tu pierwsi ale już 11 kwietnia pojawili się w bazie Francuzi. Około 19 kwietnia ma dotrzeć wyprawa hiszpańska i jedna himalaistka z Japonii. Pracujemy nad zagospodarowaniem się, budową messy, magazynu – co jak można zobaczyć na zdjęciach – nie zawsze musi być proste. W bazie utrzymuje się jeszcze śnieg – sporo jest go na stokach i w ścianie. Jutro planujemy dalszą rozbudowę bazy i ceremonię Pujy. Akcja górska powinna się rozpocząć 13 kwietnia. Pogoda nam sprzyja.

08 kwietnia 2013

Karawana wyprawy dotarła do tzw. bazy włoskiej (Italian base camp) na wysokości 3700 m. Do bazy głównej na 4750 m pozostał niewiele ponad 1 dzień marszu. W bazie włoskiej z/w na już odczuwalną wysokość postanowiono zrobić jeden dzień przerwy w podejściu. Tak więc jutro 9 kwietnia jest tzw. dzień aklimatyzacyjny – wszyscy odpoczywają. Wszyscy czują się dobrze.

02 kwietnia 2013

6 uczestników bez przeszkód liniami Qatar Airways przez Doha dotarło do Kathmandu. Tu czekał już na nich Darek Załuski. Wczoraj udało się dokonać niezbędnych zakupów, złożyć obowiązkową wizytę w Ministerstwie Turystyki, przepakować ładunki na karawanę tak by każdy ważył przepisowe 25 kg i zapakować nasz mikrobus – razem ok. 600 kg.

01 kwietnia 2013

Wyruszyła z Polski 8. osobowa wiosenna wyprawa na siódmą górę świata Dhaulagiri pod kierownictwem Jerzego Natkańskiego. Robert Cholewa jest jednym z uczestników-unifikantów.

Zadaniem unifikacyjnej wyprawy PZA jest zdobycie siódmej co do wysokości góry świata, bez wspomagania tlenem z butli. Polscy himalaiści będą zdobywać górę drogą uznawaną za normalną – pierwszych zdobywców, poprowadzoną północno – wschodnią granią – w stylu klasycznym. Celem wyprawy jest przygotowanie do wypraw zimowych w latach następnych. Zawodnikami unifikantami są: Robert Cholewa, Piotr Tomala, Jacek Żyłka Żebracki, Agnieszka Bielecka, Marcin Miotk, Tamara Styś, kierownikiem Jerzy Natkański a jego zastępcą Dariusz Załuski.

Wyprawa prowadzona jest w ramach programu „Polski Himalaizm Zimowy 2010-2015″, którego kierownikiem jest Artur Hajzer. Program został objęty patronatem honorowym przez Pana Bronisława Komorowskiego Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Wyprawę wspiera Ministerstwo Sportu i Turystyki oraz Fundacja Wspierania Alpinizmu Polskiego im. Jerzego Kukuczki. Głównym sponsorem jest PKN Orlen, a sprzęt uczestnikom ekspedycji zapewnia Hi Mountain.